Dobry Nauczyciel — strony, Obrazki i wiele więcej na WordPress

photo

też dopisuję się do frakcji katowanych graniem...

Mam za sobą ognisko muzyczne, które miało pretensje do bycia szkołą muzyczną 1 stopnia... I babcię, która próbowała mnie wychować na panienkę z dobrego domu

Na moje nieszczęście okazało się, ze mam zdolności muzyczne i nietypową "bachowską rękę" (fakt, Bach zawsze mi wychodził jak malina w przeciwieństwie do pier**** sonatinek) więc wobec mnie były snute poważne plany Ponieważ wiedziałam, że nie odpuszczą mi skończenia tej szkoły więc... wystąpiłam z podaniem o możliwość przystąpienia do dyplomu rok wcześniej (w 7 klasie). Dyplom zrobiłam a potem zatrzasnęłam fortepian mówiąc że "więcej grać nie będę". Oczywiście wybuchła afera na całego, bo się okazało, że ze względu na zdolności mam już załatwione miejsce w szkole muzycznej II stopnia i nawet już wiadomo u której profesorki będę (no bo ta ciężka bachowska ręka...)

Oczywiście do fortepianu dochodziły wszystkie inne "przyjemności" typu chór szkolny (bo kto by mi odpuścił), chór przy ognisku (z profesorem nomen-omen Miazgą)...

Teraz, z perspektywy czasu widzę, że jakby ktoś pomyślał i się ukłonił w strone moich zainteresowań (kochałam śpiewać i marzyłam, żeby sobie akopaniować), to bym pewnie przy tym fortepianie została na wieczność. Ale że do sprawy podchodzono wyjątkowo poważnie, więc moją prośbę o to, aby mi pokazać zasady akompaniamentu potraktowano jak obrazę majestatu

Jak rzuciłam fortepian, to się zapisałam na gitarę, ale wytrzymałam miesiąc, bo się okazało, że to ma wyglądać identycznie jak wcześniej fortepian... Więc podziękowałam...
Nauczyłam się kilku "chwytów" gitarowych, teoria muzyki pomogła mi w transkrypcji tonacji do takiej, w jakiej byłam w stanie śpiewać - i gitara przez następnych kilkanaście lat była moją stałą towarzyszką (nigdzie się bez niej nie ruszałam).

Teraz myślę o kupieniu sobie dobrego "klawisza" (takiego dobrze udającego normalne pianino, ale coby go można na szafę wrzucić) i powrocie do marzeń dzieciństwa